Opublikowano Dodaj komentarz

JOGA & CUDNE: Joga przyszła do mnie, kiedy najbardziej jej potrzebowałam.

Joga przyszła do mnie, kiedy najbardziej jej potrzebowałam. 

Pracę z ciałem na poważnie zaczęłam około 5 lat temu i w tamtym czasie byłam raczej wielbicielką długich, mocno wysiłkowych sesji na siłowni. Niedługo później zaczęła się moja przygoda z pole dance, co pochłonęło mnie w całości i sprawiło, że magicznie przestałam odbierać sygnały z ciała informujące mnie o przetrenowaniu, zastępując je narastającym poczuciem frustracji. Kiedy zaszłam w ciąże poczułam, że odebrano mi wszystko co kochałam, nie wiedząc, że swoją największą miłość dopiero miałam poznać.

Ciąża sprawiła, że musiałam zwolnić, wyciszyć się, spojrzeć na ciało z delikatnością, która na samym początku była kierowana jedynie na dziecko, a później na mnie. Joga przyszła do mnie w czasie, kiedy najbardziej jej potrzebowałam. Chciałam pozostać w ruchu, jednocześnie będąc świadoma, że potrzebuje redefinicji jego postrzegania – nie chciałam już wystawiać ciała na próbę, chciałam je pokochać i dbać jak o najlepszego przyjaciela.

Żywioł ognia 

Ajurweda wierzy, że harmonię życiową osiągamy przez równoważenie swojej doszy, nie oddając żadnemu z żywiołów berła dominacji. Ogień charakterystyczny dla doszy pitta zapala mnie gwałtownie i niespodziewanie, skupia na mnie uwagę, wyostrza umysł, prowokuje, podnosi ciśnienie i wzburza krew. Sprawia, że jestem zaangażowana i pochłonięta – często za bardzo. 

W jodze znalazłam powiew mroźnego, grudniowego powietrza, które kocham bardziej niż grudniowe leżenie pod kocem. Nauczyłam się korzystać z tego narzędzia i balansować swój ogień tak, by katalizował mnie do działania, a nie stawiał w niekończącej się gotowości do ataku. 

Pozwalając ciszy zagościć w moim życiu, zaczęłam widzieć i słyszeć to, czego wcześniej nie byłam w stanie zobaczyć.

Uważny oddech, skupiony umysł, spokój, który pozwala mi dostrzec to, co niezmienne, niewinne, niewzburzone.

Moja praktyka 

W mojej praktyce często znajdują się ogniste i dynamiczne sekwencje, wymagające balanse i głębokie otwarcia klatki piersiowej. Zawsze jednak równoważę je długim, chłodnym oddechem i ugruntowującymi pozycjami, które wzmacniają nasze połączenie z żywiołem Ziemi. 

Jestem zwolenniczką naturalnego ruchu, ściśle połączonego z oddechem, który prowadzić ma do zwiększenia uważności i świadomości ciała. Według mnie świadomość ta powinna narastać na drodze eksploracji własnego ciała, a nie pedantycznego odwzorowywania konkretnych pozycji. Na moich zajęciach szukamy lekkości, wrażliwości i energii, tak abyśmy mogli korzystać z niej również po zajęciach. Zachęcam do tego, żeby obok dyscypliny szukać przestrzeni na łagodność i radość, która ugruntuje nas w tu i teraz, bardziej niż nieustępliwej walki o osiąganie celów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *